|
Dolina Środkowej Wisły, jak mało który region kraju, doczekał
się już sporej liczby koncepcji ochrony. Zarówno tych
wielkoobszarowych, jak i mniejszych. Niestety ciągle o wielu z
nich można powiedzieć, że są jedynie koncepcjami papierowymi.
Wiele osób żywo ma w pamięci ubiegłoroczne wydarzenia związane z
powstawaniem Parku Krajobrazowego Dolina Środkowej Wisły. To, w
jaki sposób pomysł ochrony rzeki potraktowały samorządy, można
chyba nazwać tylko klęską. Oczywiście sprawa wciąż nie jest
zamknięta, ale nie trzeba być prorokiem by stwierdzić, że tylko
zmiana ustawy o ochronie przyrody i odebranie samorządom
decydującego wpływu na tworzenie nowych form obszarowej ochrony
przyrody, może doprowadzi ć ten projekt do szczęśliwego końca.
Szczęśliwego, czyli utworzenia parku w granicach zaproponowanych
przez projektantów.
Prace nad utworzeniem PKDŚW między Otwockiem a Puławami
ciągle trwają i być może przyniosą efekt w postaci mocno
okrojonego i poszarpanego, ale jednak parku krajobrazowego.
Tymczasem po drugiej stronie Warszawy, pomiędzy Łomiankami a
Płockiem trwają przygotowania do powołania
Wiślańsko-Narwiańskiego Parku Krajobrazowego. W dzisiejszych
realiach, można by właśnie zakończyć ten artykuł, kwitując go
stwierdzeniem, że koncepcja skazana jest na porażkę, podobnie
jak większość jej podobnych od 15 lat. Jest jednak jedno „ale”,
które nie pozwala na takie postawienie sprawy. Tym „ale” jest
fakt, że w prace nad planowaniem, projektowaniem i
formalizowaniem pomysłu zaangażowane są, i tu uwaga ...
samorządy. A w szczególności Starostwo Powiatowe w Płocku, które
stało się właściwie sztabem akcji popierającej powstanie parku.
By króciutko przybliżyć historię pomysłu, posłużę się cytatem
z opracowania dr Ewy Gackiej-Grzesikiewicz „Nowa koncepcja
utworzenia Wiślańsko-Narwiańskiego Parku Krajobrazowego im.
Książąt Mazowieckich”: pierwsza, wstępna koncepcja utworzenia
Wiślańsko-Narwiańskiego Parku Krajobrazowego opracowana została
w roku 1995 (społecznie) w Instytucie Ochrony Środowiska, z
inicjatywy prof. Stefana Kozłowskiego. Uzyskała ona poparcie
trzech ówczesnych Wojewódzkich Komisji Ochrony Przyrody. dwa
lata później uzupełniono charakterystykę przyrodniczą
projektowanego Parku o elementy środowiska kulturowego. Nie
wpłynęło to jednak na podjęcie dalszych działań w sprawie
powołania Parku. Dla porządku dodam, że wiele poniżej
prezentowanych szczegółów zaczerpniętych zostało z przytoczonego
właśnie opracowania, a także z referatów wygłoszonych w trakcie
konferencji poświęconej parkowi, a zorganizowanej przez płockie
starostwo oraz Płockie Towarzystwo Naukowe w czerwcu 2006 r.
Przez 11 lat, jakie minęły od powstania pierwszej koncepcji,
sporo się zmieniło. Kampinoski Park Narodowy, który ma stanowić
południową granicę parku krajobrazowego, wpisano na listę
Światowych Rezerwatów Biosfery, a międzywale Wisły znalazło się
granicach Obszaru Specjalnej Ostoi Ptaków Natura 2000. Ponadto w
planie ochrony KPN znalazła się sugestia, by doliny Wisły i
Bzury na odcinkach graniczących z parkiem narodowym objąć
ochroną w postaci parku krajobrazowego. Prócz tego, w1998 r.
zrodziła się inicjatywa naukowców z Instytutu Ekologii PAN,
zmierzająca do utworzenia Centralnego Parku Krajobrazowego
Kotliny Warszawskiej. Miałby on obejmować obszary otaczające
Zalew Zegrzyński. W tym kontekście pojawił się również pomysł
osób związanych z Towarzystwem Opieki nad Zabytkami i
Towarzystwem im. Fryderyka Chopina, by uwzględnić związki z tym
terenem najsłynniejszego polskiego kompozytora i pianisty. I cóż
z tego – chciałoby się zapytać. A odpowiedź daje dr
Gacka-Grzesikiewicz, pisząc, że ten odcinek Wisły: (...) od 10
lat nie był przedmiotem szczególnego zainteresowania władz
wojewódzkich. Dla niezorientowanych dodam, że to wojewoda tworzy
parki krajobrazowe.
Żeby wiedzieć o czym mowa, czas na słowo o kształcie parku.
Miałby on obejmować tereny należące do 23 gmin i 7 powiatów.
Moim zdaniem już te liczby źle wróżą inicjatywie, ale chciałbym
się mylić. Od południa granicę wyznacza KPN, od
północnego-wschodu rejon Zalewu Zegrzyńskiego, od północy park
obejmuje obszary rolno-leśne, zaś zachodnią granicę wyznacza
miasto Płock. Oprócz ok. 100 km odcinka Wisły, w projektowanym
parku znalazłby się również ujściowe odcinki Wkry, Narwi i
Bzury. Prócz nich występuje na tym terenie bogata sieć małych
cieków wodnych oraz liczne starorzecza. Oczywiście największą
wartość ma Wisła, płynąca tu roztokowo, w znacznej części
naturalną doliną. Jej południowe brzegi są niskie i płaskie,
północne zaś wysokie, wznoszące się czasem kilkadziesiąt metrów
nad rzekę.
Na obszarze projektowanego parku utworzono 17 rezerwatów
przyrody. Prócz unikatowych form morfologicznych, teren zasobny
jest gatunki zwierząt i roślin. Liczba gatunków ptaków lęgowych
oscyluje w okolicy 180 gatunków, zaś wszystkich stwierdzanych
nad środkowa Wisłą gatunków jest ok. 320. Nie trzeba wspominać o
wadze doliny Wisły jako trasy ptasich wędrówek. Wody stanowią
ostoję 44 gatunków ryb, z czego 9 jest zagrożonych. Zbiorowiska
roślinne tworzą wzdłuż rzeki charakterystyczne, dobrze zachowane
pasma. Atrakcyjność terenu jest również duża ze względu na
różnorodność krajobrazową terenu. Wymieniając walory parku nie
można pominąć ich historycznej i kulturowej części. Zachowało
się tu osiem założeń pałacowych i dworskich, ciekawe
architektonicznie wsie (np. Rębowo) i miasteczka, fortyfikacje
Twierdzy Modlin. Obecnością szczególnie cennych zabytków
charakteryzują się Zakroczym, Wyszogród i Czerwińsk.
Zinwentaryzowano tu ok. pół tysiąca stanowisk archeologicznych.
Miejscami działają wciąż twórcy ludowi.
Teren, mimo sąsiedztwa Warszawy jest jednym z uboższych na
Mazowszu. Brak tu rozwiniętego przemysłu, a dochody ludności
pochodzą przede wszystkim z działalności rolniczej i
sadowniczej. Nadzieje na poprawę sytuacji materialnej części
mieszkańców pokładane są w możliwości rozwoju turystyki i
agroturystyki. W opinii wielu osób, w tym pomysłodawców parku,
jego istnienie zwiększyłoby szanse rozwoju tej gałęzi
gospodarki. Oczywiście rozwój, na pierwszym miejscu, powinien
stawiać sobie za cel zachowanie walorów terenu, a dopiero
później ich wykorzystanie. Sugeruje się, by nowe budownictwo
związane z turystyką zachowało spójność architektoniczną z
otoczeniem oraz nie ingerowało w najcenniejsze przyrodniczo
obszary. Ruch turystyczny powinien być zorganizowany poprzez
sieć szlaków i ścieżek edukacyjnych z platformami widokowymi,
które powstawanie na tym obszarze powinno być, wg mnie,
priorytetem. Koniecznością jest modernizacja i dostosowanie do
obowiązujących standardów bazy noclegowej i gastronomicznej.
Koniecznością jest zwiększenie dostępności obiektów sportowych i
rekreacyjnych. Oczywiście podstawą rozwoju będzie też promocja
regionu, a tu park krajobrazowy mógłby spełniać rolę
niebagatelną.
Tyle o ideałach, bo rzeczywistość niestety skrzeczy. Już na
początku wspomnianej konferencji, prof. Stefan Kozłowski wytknął
wszystkim, którym, zależy na powstaniu parku zbytnią bierność w
promowaniu idei. O pomyśle Wiślańsko-Narwiańskiego Parku
Krajobrazowego mówi się od dawna, a od trzech lat inicjatywa
wzbudza rosnące zainteresowanie samorządowców. Dowodem na to
wspomniana konferencja, która jest już trzecią z kolei. Jednak
przez cały ten czas nie ukazała się ani jedna ulotka, ani jeden
folder, żadna pisana informacja, z którą można by ruszyć do nie
przekonanych jeszcze samorządów i zwykłych mieszkańców. Profesor
Kozłowski przestrzegał przed sytuacją i błędem jaki popełniono
przy tworzeniu Parku Krajobrazowego Doliny Środkowej Wisły. Tam,
właściwie do momentu przesłania samorządom gminnym projektu
rozporządzenia tworzącego park, nikt nie rozmawiał i nie
informował ludzi o tej inicjatywie zwykłych ludzi. W wyniku tego
zaniechania powstał zamęt, który wykorzystali przeciwnicy parku,
rozsiewając fałszywe informacje o licznych nieprawdziwych
zakazach wiążących się z powołaniem do życia parku. Podatni na
tego typu sugestie mieszkańcy zaczęli protestować, co przełożyło
się na decyzje rad gminnych. Profesor apelował, by jak
najszybciej opracować materiał na broszurę promującą ideę parku
i wydać ją w dużym nakładzie, by mogła dotrzeć do możliwie
szerokiej liczby odbiorców. Zwarzywszy na liczbę samorządów,
które będą musiały zapalić parkowi zielone światło, uwaga
profesora wydaje się być jak najbardziej na miejscu. Tym
bardziej, że pomysł mógłby zostać wykorzystany przez kandydatów
na radnych w czasie kampanii wyborczej przed jesiennymi wyborami
do rad gminnych i powiatowych. Profesor Kozłowski przekonywał,
że ważnym jest to, by ideę zaszczepić ludziom jak najszybciej,
by mieć w przyszłości czas na ewentualne prostowanie przekłamań
czy nawet świadomie podawanych nieprawd na temat projektowanego
parku. W przypadku PKDŚW czasu na to nie było i skończyło się to
źle dla parku. Konferencja ujawniła jeszcze jeden podstawowy dla
sprawy brak. Dr Ewa Gacka-Grzesikiewicz, przekazując opinię
części zgromadzonych osób, wyraziła zdziwienie, że p. Anna
Ronikier-Dolańska, Wojewódzki Konserwator Przyrody w Warszawie,
w swoim referacie opowiedziała o zasadach powstawania
rozporządzenia tworzącego park, a nie przedstawiła projektu
rozporządzenia dotyczącego parku, w sprawie którego zwołana była
konferencja. Brak ten był tym dotkliwszy, że w tytule
wystąpienia p. konserwator było właśnie przedstawienie projektu
konkretnego rozporządzenia. Z wyjaśnień Anny Ronikier-Dolańskiej
wynika, że problem nie tkwi w niej, bo taki projekt można
sporządzić „w piętnaście, dwadzieścia minut”. Problemem są
pieniądze potrzebne na dokładne opisanie granic oraz określenie
aktualnego sposobu użytkowania ziemi na terenie planowanego
parku. Niestety tegoroczny budżet wojewody nie przewiduje
takiego zadania, a wspomniane informacje są niezbędne do
przygotowania przez służby wojewody stosownego projektu
dokumentu.
Podobnych uwag można by mieć jeszcze trochę, ale warto
zwrócić uwagę na fakty, których w dzisiejszych realiach pominąć
nie można. Już to, że w projektowanie i walkę o powstanie parku
zaangażował się starosta płocki, jest rzeczą godną odnotowania.
W działaniach tych widać sporo chęci i dobrej woli. Wypowiedzi
pracowników starostwa oraz wspierających ich naukowców, wskazują
na to, że mają oni argumenty, którymi zamierzają przekonać
niezdecydowane rady gmin. Podstawowym jest oczywiście rozwój
obszaru oparty o poszanowanie przyrody, jednak wizje roztaczane
przede wszystkim przez dr. Witolda Lenarta z Uniwersytetu
Warszawskiego były bardzo sugestywne, a ich atrakcyjność
działała na wyobraźnię. Nic dziwnego, że z sali dało się słyszeć
głosy wójtów i burmistrzów, którzy jednoznacznie popierali ideę.
Mało tego, niektórzy z nich, jak burmistrz Wyszogrodu,
zaofiarował przekazanie z zasobów gminy lokalu na siedzibę
przyszłego parku. W trakcie spotkania padła też propozycja, by
wykorzystać tę deklarację jak najszybciej i w oparciu o dotację
uruchomić biuro, którego pracownicy zajęliby się promowaniem
przyszłego parku wśród mieszkańców. Czas pokaże czy się to uda i
czy ludziom wystarczy zapału w zetknięciu z biurokratyczną
machiną.
Wojciech Sobociński
|