|
Nie tylko na
Białorusi, ale i w Europie trudno o większe torfowisko aniżeli
bagno Jelnia. Ten liczący sobie 25 tys. ha obszar torfowisk
wysokich to nie tylko ważny rezerwuar wody, ale przede wszystkim
miejsce występowania rzadkich gatunków ptaków, jak sokół
wędrowny, cietrzew, pliszka cytrynowa czy brodziec pławny. Na
tak olbrzymich pustkowiach, penetrowanych z rzadka tylko przez
zbieraczy czosnku niedźwiedziego czy amatorów żurawiny,
schronienie znajdują również nieufne wilki oraz nie mniej
płochliwe łosie. Nic dziwnego, że od roku 1961 torfowisko
chronione jest statusem rezerwatu. Wchodzi także w skład listy „Important
Bird Areas”.
Bagno Jelnia niczym
biała plama zapomnianego przez geodetów skrawka Brasławszczyzny
widnieje na mapie Obwodu Witebskiego Republiki Białoruś. Na
południowo - wschodnim skrawku mokradła wyróżnia się natomiast
mała ciemna kropka – to wieś, o obiecującej nocleg nazwie Budy.
Stąd właśnie najlepiej rozpocząć eksplorację tego arcyciekawego
trzęsawiska.
Samo bagno jest w
rzeczywistości ogromnym, porośniętym karłowatymi sosnami
torfowiskiem wysokim, tworzonym głównie przez torfowce –
Sphagnum sp. Torfowisko otacza nieregularnej szerokości
wianuszek podmokłego olsu. Jest jeszcze na tyle żywy i
hydrodynamiczny, że wiodące ze wsi na bagna ścieżki co roku giną
pod wodą, zmieniają swój bieg, jedynie w przybliżeniu
przebiegając w tych co zeszłego roku miejscach. Podmokłe i
mroczne olsy są najniższymi punktami trzęsawiska. Zaś jego
szczyt stanowi część środkowa. Otóż torfowisko to, podobnie jak
inne tego typu zresztą, stanowi rodzaj mszystej czapy, czy
raczej spłaszczonego silnie stożka. Na Jelni część środkowa w
porównaniu z obrzeżem pozostaje w różnicy nawet dziesięciu
metrów przewyższenia! Nic dziwnego – pokrywa mchów się rozrasta,
potrzebuje coraz więcej miejsca, a jednocześnie zatrzymuje w
sobie tysiące litrów wody. Nie sposób pozbyć się takich rozważań
stąpając, czy raczej człapiąc, przez przysypane koralowa
żurawiną mszyste czapy.
Ale bagno Jelnia to
nie tylko otoczone starymi olsami mszary. To także system
kilkudziesięciu jezior, miejscami zamieniający się w niewielką
rzeczkę, no i sieć swego rodzaju wysp – mineralnych enklaw,
porośniętych już nie borem bagiennym, a lasem. Występują one
przede wszystkim w okolicach dwóch największych jezior
trzęsawiska - Jelni i Czarnego. Grądy owe nazywane Jelnieńskimi
Ostrowami, odwiedzane są czasami przez zbieraczy czosnku
niedźwiedziego, rosnącego tam w nieprawdopodobnych ilościach.
Choć są to lasy powstałe na gruncie mineralnym, trudno znaleźć
tam suche miejsce, odpowiednie do rozbicia namiotu czy
postawienia szałasu. Ale nie tylko wszędzie obecna wilgoć
zniechęca. W niektórych miejscach zapach czosnku jest tak
intensywny, że nie do wytrzymania!
Zaś na otwartej
powierzchni uderza woń bagna zwyczajnego... i specyficznej
mieszanki zapachu torfowej wody z sosnowymi olejkami
eterycznymi. Woń to dużo przyjemniejsza, aniżeli cebulowaty
czosnek niedźwiedzi. Zapach olejków eterycznych panuje prawie na
całym bagnie, jako że wszędzie tam znajdziemy egzotyczny, jakby
wzięty z chińskiej ryciny, bór bagienny. Po niektórych z oczek i
jeziorek pływają samotne małe sosenki, jak w doniczkach –
łodziach. Bagienne drzewka zachwycają nie tylko swoją nieco
nietutejszą estetyką. Zaskakują także wiekiem. Mimo wysokości
zaledwie odpowiadającej dorosłemu mężczyźnie, niektóre z nich
mają blisko sto lat. Łatwo stwierdzić ów fakt, przyjrzawszy się
przekrojowi poprzecznemu zbieranych na ognisko suchych drzewek.
Na jednym centymetrze znajdziemy tam dziesiątki przyrostów -
słoi. „Czaj” gotowany na takim „antyku” trzeba pić z pietyzmem,
odpowiednią dozą szacunku i namaszczenia.
Nazwa Jelnia ma
prawdopodobnie związek ze starosłowiańskim określeniem świerka –
„jel”. Świerka nie ma zbyt wiele na Jelni, ale znajdziemy go w
okalających mokradło olsach, czy na Jelnieńskich Ostrowach.
Dawniej mogło go być dużo więcej. Zresztą mieszkańcy Bud rzadko
mówią Jelnia. O trzęsawisku powtarzają raczej „bołoto”. I brzmi
to jak nazwa własna, a nie tylko określenie warunków tam
panujących. I rzeczywiście, bardzo trafnie oddaje ich charakter.
Zarówno w polskim jak i białoruskim języku.
Świerka na Jelni może
niezbyt dużo, ale za to żurawiny nieprawdopodobne ilości. Nic
też dziwnego. To rzecz jak najbardziej charakterystyczna dla
torfowisk wysokich. Mikołaj, jeden z przypadkowo poznanych
poszukiwaczy żurawiny, w ciągu kilku lat zbierając i oddając do
skupu jej małe czerwone jagody uskładał pokaźną sumę.
Wystarczyła ona by kupić nową lodówkę, pilarkę oraz telewizor.
Jak sam podkreśla – nie tylko zwykły telewizor, ale z pilotem!
Inne „komercyjne”
gatunki rosnące na Jelni to oczywiście czosnek niedźwiedzi i
borówka bagienna. Ale te nie cieszą się już takim zbytem i ceną,
jak „kliukwa”, czyli żurawina. Choć występują tam w takiej
ilości, że same proszą się o zbieranie. Nie proszą się o to
natomiast rosiczki, wrzos czy bażyna, których na bagnie również
nie brakuje. Żeby nie było wątpliwości jakie zbiorowisko
roślinne się przed nami znajduje, wystarczy spojrzeć na kwitnącą
chamedafne. Biorąc pod uwagę ten niewielki skrawek różnorodności
panującej na Jelni, zrozumiemy dlaczego torfowisko zmienia kolor
nie tylko wraz z nastaniem kolejnych pór roku, ale nawet wraz z
każdym nowym miesiącem.
Szczególnie pysznie
prezentuje się w maju. I to nie tylko dlatego, ze chamedafne
jest wówczas w pełni rozkwitu. Na Jelni bowiem różnorodność
roślin nakłada się na zróżnicowanie gatunków ptaków. A maj to
okres, kiedy włóczącego się po Jelni wędrowca usypia co prawda
zapach sosenek i bagna zwyczajnego, ale budzi chóralny gulgot
cietrzewi. To niesamowite miejsce, jakim jest trzęsawisko, pełni
rolę schronienia prawdopodobnie dla setek, jeśli nie tysięcy
tych jakże płochliwych ptaków. Nie wiadomo, w którą stronę udać
się na poszukiwania, ponieważ wczesnym majowym rankiem gulgot
kogutów dociera dosłownie zewsząd. Poszukiwania utrudnia nie
tylko wisząca wówczas zazwyczaj mgła, ale i kępkowata struktura
Jelni. Poszukiwania cietrzewi w porannych godzinach majowego
poranka na tym uroczysku, gdzie co jakiś czas trzeba przystanąć
i uszczypnąć się mocno dla pewności, że to nie sen, należałoby
włączyć w program terapii dla znerwicowanych pracowników
wielkich koncernów i holdingów!
Cietrzewia trudno
zobaczyć zanim on zobaczy nas pierwszy. A tak to właśnie bywa
zazwyczaj. Tak jak trudny do zobaczenia jest tokujący kogut, tak
do zobaczenia możliwym prawie w ogóle nie jest jastrząb. Na
Jelni nasza polska nazwa tego ptaka trochę nie odpowiada jego
kulinarnym upodobaniom. W większości bowiem łowi tutaj
cietrzewie, a na pewno młode ich pokolenie. Dużo bliżej „menu”
tego gatunku jest miejscowe określenie – „jastrieb
tietieriewiatnik”. Jastrząb „cietrzewnik”. Nietrudno znaleźć
jego gniazdo w brzozowym lesie bagiennym, ciągnącym się wzdłuż
jelniańskiej rzeczki.
Jednak pierwszym z
jelniańskich skrzydlatych drapieżników jest niewątpliwie „sapsan”-
czyli sokół wędrowny. Dość łatwo go wypatrzyć, gdy w sezonie
lęgowym intensywnie polując często odwiedza usianą jeziorkami
część bagien. To tam znajduje wszelką obfitość gatunków różnych
siewkowatych. Sieweczki, brodźce samotne, leśne, pławne
przekrzykują się z kulikami i rycykami. Nad całym zaś tym ptasim
rozhoworem wisi sylwetka „sapsana”. Na skraju bagna, jeszcze w
pobliżu olsów, na granicy okalających je łąk, spotkać można
orliki krzykliwe i myszołowy. Te, choć równie godne podniesienia
lornetki (a szczególnie orlik) już nie tak zgrabne i szybkie.
Nie spotkamy ich raczej nad otwartą powierzchnią torfowiska. To
obszar penetrowany przez „tietieriewiatnika” i „sapsana”.
Trudno przecenić
znaczenie bagna Jelnia dla gniazdujących tam gatunków
siewkowatych czy zatrzymujących się podczas migracji żurawi,
gęsi, łabędzi. Dziś raczej nie zagraża mu melioracja, której
pierwsze próby miały miejsce jeszcze w XIX w. Wręcz przeciwnie.
Białoruskie Towarzystwo Ochrony Ptaków („Ochowa Ptuszek”)
prowadzi akcję budowania tam zastaw na kanałach melioracyjnych
pochodzących jeszcze z ubiegłego stulecia. Część trzęsawiska
przesychała, właśnie wskutek owej XIX-wiecznej jeszcze
melioracji. Prowadziło to do częstych pożarów wypalających nie
tylko masę torfową, ale i obejmujących swoim zasięgiem część
olsów. Ostatni z większych pożarów w 1999 roku strawił 50 km²
trzęsawiska. Później zdarzały się właściwie co rok.
Renaturalizacja jest więc jak najbardziej potrzebnym
przedsięwzięciem, mimo i tak dobrego stanu stosunków wodnych na
Jelni. Zobaczywszy dzisiejszy stan tego urokliwego miejsca,
trudno uwierzyć, że może być jeszcze lepiej...
Michał Książek |